Bardzo wysokie rachunki za przejazd, kary za trzaśnięcie drzwiami, dziwne strefy cenowe i kolosalne opłaty za start – to wszystko może Cie spotkać jeśli nieuważnie wybierzesz taksówkę w Warszawie. Pojazdy, które tylko udają taksówkę spotkać można m.in. w centrum Warszawy, w okolicach Dworca Zachodniego, obok lotniska czy w pobliżu Dworca Stadion na Pradze. Ktoś, kto wybiega z autobusu lub pociągu i spieszy się na spotkanie, zazwyczaj nie zwraca uwagi na cennik ani tym bardziej na samochód. Tabliczka na dachu zazwyczaj łudząco przypomina "Taxi", a cennik jest umieszczony w widocznym, acz nietypowym miejscu, np. na przedniej szybie pojazdu.
Nieuwaga może nas drogo kosztować. Za kurs z Dworca Zachodniego do centrum możemy zapłacić nawet 300 złotych. Dlatego zawsze warto szczegółowo dopytać się o cenę i słuchać odpowiedzi kierowcy.
„Zaczepiłam pierwszą taksówkę, która stała na postoju przy Dworcu Zachodnim, przy głównym wejściu. Pierwsze, o co zapytałam, to ile kosztuje kilometr. Okazało się, że 'złoty dwadzieścia'.
Więc wsiadłam do taksówki. Po czym, jak przyjechałam na miejsce po 11 kilometrach i okazało się, że mam do zapłacenia 230 złotych, pan powiedział, że mówił: 'złotych dwadzieścia' " - opowiada jedna z pasażerek.
Tymczasem okazuje się, że przepisy nie regulują górnej granicy cenowe za kilometr, dlatego ceny, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem mogą być ustanowione zupełnie leganie.
Jak dowiedział się w ministerstwie reporter RMF FM, prace nad przepisami trwały od lat. Projekt czeka teraz na pierwsze czytanie w Sejmie.




